środa, 25 lutego 2015

Rozdział 7

P.O.V Meggy
To było niesamowite. Cały czas "siedziałam" na plecach bruneta, który przeskakiwał z drzewa na drzewo.

Niemożliwe, a jednak. Nie wiem co go tak ucieszyło, ale lubię go bardziej teraz, niż wtedy kiedy używa na mnie swojej mocy. Nieprzyjemne ciarki przeszły wzdłuż  mojego kręgosłupa. Louis chyba to wyczuł, bo przystanął na jednej z gałęzi.
- Wporządku? - spytał zmartwiony? Chyba oberwało mi się gałęzią.
- Tak. - odpowiedziałam delikatnie się uśmiechając. - Daleko jeszcze? - spytałam do jego ucha.
- Jeszcze chwilkę księżniczko. - powiedział i faktycznie po chwili w końcu stanął na najwyższym drzewie jak do tej pory. Gałęzie były grube i szerokie, więc bez problemów mogłam na nich stanąć. Powoli usiadłam na jednej z nich i podziwiałam widok przede mną. Miałam  cały Londyn jak na wyciągnięcie ręki. London Eye, Big Ben, pałac królowej, siedziba parlamentu, miliony, a może miliardy swiateł mieniło się wśród ciemnego nieba.
- Podoba się? - spytał chłopak siadając obok mnie.
- Śliczny widok. - szepnęłam jakbym bała się to zepsuć. - Dlaczego mnie tu zabrałeś? - spojrzałam na niego zaciekawiona.
- Chcę ci wszystko wyjaśnić. - powiedział poważnie.
- Nie mam jak ci uciec, więc pewnie dlatego. Dobry wybór. - zachichotałam, a na jego twarzy pojawił się uśmiech. Nie wierzę, że to powiem, ale wyglądał słodko. Nie ma co ukrywać. Louis jest przystojny. Musiało być gdzieś po 9:00 p.m, a ja byłam zmęczona i nie mogłam powstrzymać ziewu. Louis popatrzył na mnie podejrzliwie i pociągnął mnie tak, by moja głowa spoczywała na jego kolanach. Uśmiechnęłam się nieśmiało i zaczęłam słuchać.
- Od stuleci każdy wampir ma swoją żywicielkę. Tak mówiąc wybraną - od razu przypomniała mi się rozmowa z Pez .- każdy wampir musi zacząć szukać jej gdy skończy 118 lat, a zakończyć w swoje 120 urodziny. Jeśli nie da rady rada uśmierca go.
- Skąd wiesz, że to właśnie ta osoba, a nie inna?
- Ich krew smakuje inaczej. Czujesz nieposkromiony niedostyt. Musisz się powstrzymywać by nie rzucić się na żywicielkę po chociaż krople jej krwi. Każdy łyk jest na miarę złota, a smakuje jak najwybitniejsze danie i jeszcze ten zapach.. - widziałam w jego oczach iskry. Widziałam pożądanie.
- Czy..czy moja krew taka jest? - mój głos niebezpiecznie zadrżał. Bałam się. Czułam na sobie jego wzrok, więc spojrzałam w jego oczy. Były czerwone. Był głodny.
- Jest księżniczko. Nawet o niebo lepsza. Nawet nie wiesz jak jestem od niej uzależniony po zaledwie kilku-kilkunastu łykach. - szepnął z pasją w głosie i nie słyszałam w nim ani kszty zawahania. Wzięłam głęboki wdech i odwróciłam głowę w stronę jego brzucha. Lewą ręką odgarnęłam z szyi włosy i wyciągnęłam ją lekko w górę.
- Meggy.. co ty..?
- Napij się. Potrzebujesz tego. - przetrwałam mu.
- Meg...- zaczął po raz kolejny.
- Pij. - szepnęłam i poczułam jak wbija się w moją żyłe. Ten ból jest nie do wytrzymania. Nie umiem go opisać, ale szybko ustępuje, a po nim przychodzi czysta rozkosz. To z kolei jest coś innego. Czujesz się jak podniecona. Do tego stopnia, że masz ochotę jęczeć z przyjemności. Poczułam jak chłopak wykonuje jeszcze jeden łyk i skończył. Jego oczy zmieniły kolor i mogłam już podziewać głębokie, brązowe oczy. Nie wiem skąd, ale miałam jeszcze siłę. Podniosłam się do siadu, a następnie wstałam i odparłam się o pień. Gwiazdy na niebie dodawały uroku tej nocy. Przymknęłam oczy i głęboko wciągnęłam powietrze, by za chwilę wypuścić je przez usta. Utworzyłam oczy i zobaczyłam Louisa stojącego tuż przy mnie. Był wyższy o prawie całą głowę, ale nie przeszkadzało to mu, by wpatrywać się w moje oczy. Na jego twarz wpełzł cwany śmieszek. Swoje dłonie położył na moich biodrach. Delikatnie przybliżył się do mnie. Nie, nie, nie.
Nie.
Nie chciałam tego.
Myśl.
Szybko.
Przechyliłam się znacznie w prawą stronę, a moja noga się osunęła. Pewnie bym spadła, gdyby Louis nie złapał mnie w ostatniej chwili.
- Dziękuję. - powiedziałam z nieśmiałym uśmiechem.
- Moja mała niezdara. - zaśmiał się, ale nie wyśmiał mnie. - uważaj ślicznotko. - dodał i skoczył ze mną na następne drzewo w drogę powrotną.
°°°
- Gdzieś ty była ? Nic ci się nie stało ? Wszystko wporządku ? Nic ci nie zrobił ?
- Perrie spokojnie. - matko zadaje te pytania od kiedy przekroczyliśmy próg. - Byliśmy się przejść. Żyje. - zachichotałam.
- Matko tak się bałam. - westchnęła z ulgą.
- Przecież była ze mną. - wtrącił chłopak stojący za mną.
- Tym bardziej powinnam się bać.- stwierdziła i pociągnęła mnie w stronę salonu.
- Obejrzysz z nami film? - spytał pogodnie Zayn kiedy mnie zobaczył.
- Przepraszam, ale jestem zmęczona. Mogę iść do siebie ? - odpowiedziałam kierując pytanie w stronę Louisa. Ten tylko się uśmiechnął i kiwnął głową. Poszłam pod prysznic i cała się umyłam, wyruszyłam włosy i założyłam moją piżamę: czyli długą bluzkę i krótkie spodenki. Miałam już usypać, kiedy drzwi pokoju otworzyły się.
- Dobranoc ślicznotko. - szepnął ktoś przy moim uchu i złożył delikatny pocałunek na moim czole. To był Louis. Czułam jego perfumy. To on codziennie do mnie przychodził wieczorem i mówił dobranoc, całując w czoło. Usłyszałam tylko zamknięcie drzwi i usnęłam.
°°°°°
9:16
Kurwa! Co?!?! Jak poparzona wyskoczyłam z łóżka. Szybko się ogarnęłam i ubrałam byle co.

(*mój projekt)
Makijaż w ekspresowym tempie i pokonując kilka schodków dotarłam na dół nie zważałam na zdziwione i rozbawione spojrzenia zebranych. Nie widzieli kogoś kto zaraz spóźni się do szkoły? Wypiłam szklankę soku z czarnej porzeczki i wyrzuciłam do torby pół butelki tego napoju, białą czekoladę i jabłko.
W szybkim tempie chciałam wyjść z kuchni, ale na kogoś wpadłam. Podniosłam głowę i zobaczyłam rozbawionego Louisa.
- Dzień dobry - powiedziałam i chciałam go wyminąć, ale przytrzymał mnie.
- Słoneczko mieliśmy jechać do Neli. Nie pamietasz?
- Myślałam, że tylko tak powiedziałeś. - szepnęłam i opuściłam głowę w dół.
- Ty lepiej nie myśl ślicznotko. - zaśmiał się i ucałował moje czoło jak wieczorem.
Pół godziny później jechaliśmy w stronę Doncaster.
°°°
Stałam przed drzwiami mojego domu. Starego domu.
Niepewnie nacisnęłam dzwonek, a Louis objął mnie w tali. Ustaliliśmy, że przed moimi rodzicami zastępczymi będziemy się trzymać wersji, że zamieszkałam u chlopaka, a Neli i tak tego nie zrozumie, więc nie ma po co..
- Meg!! - krzyknęła pięciolatka rzucając mi się na szyję. Mocno ją do siebie przytuliłam. Tak bardzo za nią teskniłam.
-Neli kto przyszedł? - usłyszałam zatroskany głos Samanty. - Meggy, dziecko..- szepnęła na wydechu. W jej oczach widziałam łzy, ale i tak wyglądała jakby zobaczyła ducha. No, ale co jej się dziwić. Jej "córka" jest żywicielką wampira, który stoi za nią i trzyma w ramionach jak prawdziwy skarb.
°°°
Heuhue dobry wieczór :) no nic jest równo 22:41 gdy to kończę, ale naszła mnie wena ;) rozdział dodam jeszcze w weekend na zakończenie moich ferii i później jakoś po wtorku bo mam konkurs :) jakie wrażenia? Mam nadzieję, że was nie zawiodłam :*. DZIEKUJE ŻE JESTEŚCIE ZE MNĄ <3 <3 <3

poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział 6 część 2

P.O.V Louis
(Przepraszam za pomyłkę, za dużo czytam i pisze o Zaynie)

Kolejne 8 godzin w tej ruderze. Mógłbym wrócić do Los Angeles, ale muszę najpierw mieć pewność czy Meg jest wybraną. Matko chce już do domu. Cały dzień nie widziałem blondynki, wykluczając jeden z moich treningów, gdy siedziała na trybunach. Wyglądała tak pięknie, że nie mogłem odwrócić od niej wzroku, za co musiałem biec dodatkowe pięć okrążeń. Pfff nasz trener to dupek. Czekałem pod jej klasą dobre 10 minut i dziwiło mnie, że jeszcze jej nie ma. Bez uprzedzenia wszedłem do klasy gdzie nie było już lekcji?!  Gdzie do cholery jest ta dziewczyna?! Szybko znalazłem się pod tablicą informacyjną i sprawdziłem jej plan lekcji.
- Debile!! - wrzasnąłem na całą szkołę zwracając na siebie uwagę kilku osób.
- Stary co jest? - spytał rozweselony Liam idąc z resztą chłopaków.
- Skończeni z was idioci! Meg skończyła lekcje godzinę temu! - wydarłem się, a ich uśmiechy momentalnie zniknęły. Wszyscy pobladli i zaczęli gorączkowo sprawdzać jej plan. Bez słowa wyszedłem ze szkoły i zaczerpnąłem głęboko powietrza. Truskawki z wanilią - to ona. Skręciła w lewo. Co?! Dlaczego miałaby iść przez park?! Jak uciekła to wymorduje tych cweli, a ona będzie miała przejebane. Kogo ja oszukuję? Napewno uciekła. Nie zastanawiając się dłużej w wampirzym tempie pobiegłem do domu.
Dosłownie rzuciłem się na drzwi otwierając je.
Cisza.
Nie wyczuwałem jej zapachu.
Od razu znalazłem się w jej sypialni. Na biurku leżały zeszyty i książki pootwierane na różnych stronach. Stał tem też kubek z zimną końcówką herbaty i bluzą  przewieszona przez oparcie od krzesła, a sama dziewczyna spała na łóżku. Wróciła? Po co?
Jeszcze raz spojrzałem w jej stronę. Wyglądała jak anioł. Jej blond loki były rozłożone na całej powierzchni poduszki, a na twarzy błąkał się delikatny uśmiech. Miała lekko zarumienione policzki, co napewno było spowodowane kocem okrywajacym jej kruche ciało.
Anioł.
Anioł w skórze człowieka.
Nie chciałem jej sprawiać bólu, lub krzyczeć. Chciałem, żeby przestała się mnie bać i czuła się że mną bezpieczna, ale gdy nie zobaczyłem jej w szkole coś we mnie pękło. Po raz pierwszy w życiu bałem sie. Bałem się, że mogę ją stracić. Nie mogłem znieść tej opcji. Nie mając kontroli nad tym co robię uniosłem jej ciało nad łóżkiem. Słyszałem jak się budzi. Jej przyspieszone tętno, bicie serca i to jak próbowała opanować strach biorąc głębokie czechy i wydecchy.
- Rzuć nią i scianę!
- Nie rób tego, ona się ciebie boi! - szeptał na zmianę dwa głosy w mojej głowie. Nie chcę jej krzywdzić. Już mniej gwałtownie założyłem jej ciało na materac. Z chwilą wylądowaniu zaczęła się cofać, aż dotarła do ramy łóżka.Podszedłem bliżej i usiadłem na jego końcu.
- Dlaczego nie uciekłaś?
- Bo i tak byś mnie znalazł, a Neli mogłaby jeszcze na tym ucierpieć. - szepnął i spuściła głowę w doł.
- Boi się ciebie. - szepnął po raz kolejny jeden z głosów.
- Kochasz ją i to bardzo. Prawda? - spytałem chociaż znałem odpowiedź.
- Nawet nie wiesz jak bardzo. Tylko ona mi została. Zrobię wszystko, żeby była bezpieczna. - odpowiedziała, a ja zauważyłem łzę spływającą po jej policzku, ale nie starała jej. Ja to zrobiłem. Na początku wzdrygnęła się na mój dotyk, lecz pozwoliła mi dokończyć.
- Mam pomysł - powiedziałem podnosząc jej głowę tak, żeby na mnie spojrzała. - Pojedziemy jutro ją odwiedzić. - skończyłem, a na jej twarzy widniało zdziwienie, a później szczęście w czystej postaci. Meggy rzuciła mi się na szyję. Po chwili oszołomiony również przytuliłem ją do siebie.
- Dziękuję - powiedziała cichutko do mojego ucha.
- Chce cię gdzieś zabrać. - powiedziałem wystając.
- Teraz?
- Tak. - rzuciłem bez namysłu łapiąc ją za rękę. - Trzymaj się. - dodałem skacząc przez otwarte okno na następny dach i z niego na kolejne drzewa.

~*~
Przepraszam. Tylko tyle mogę powiedzieć. Mam nadzieję, że nie straciliście zainteresowania tym blogiem. KOFAM WAS :* <3

niedziela, 1 lutego 2015

Wyjaśnienia, LBA, TAGI

Matko trochę się tego nazbierało to jedziemy:

 Pytania od Daisy: (odpowiem tutaj, ale zaliczam to do 2 blogów serdecznie dziękuję <3)


1. Co lubisz robić w wolnych chwilach?
Spać i czytać
2. Twój ulubiony kolor/kolory?
Niebieski
3. Do której klasy chodzisz?
2 gim
4. Twoja ulubiona piosenka?
1 Moment + wszystko 1D
5. Jakiej słuchasz muzyki?
 Wszystko po kolei co wpadnie mi w ucho
6. Co inspiruje Cię do pisania?
 Komentarze, książki i inne pisarki.
7. Masz jakiś ulubiony cytat? Jeżeli tak to go podaj.
" Kocham to nie słowo Kocham to nie zdanie Ko odpadnie Cham zostanie"
8. Co robisz gdy jesteś zdenerwowana/zdenerwowany lub wkurzona/wkurzony na maksa? 
Słucham muzyki
9. Twoja ulubiona bajka z dzieciństwa?
Kopciuszek :D
10. Jakie jest Twoje najpiękniejsze wspomnienie?
 Na razie go nie mam..., ale pamiętam, że wzruszył mnie widok gdy podczas WOŚP pani która sama zbierała pieniądze pod kościołem wrzuciła mi 10 zł. To było cudownego.


10 Tag'ów od Koniakkowa: ( dziękuje serdecznie :* to coś nowego :) fajny pomysł )
1. Kiedyś biłam się z koleżanką :/ nieciekawie było.
2. Błam w klubie ochrony ślimaków hahah biegałam po ulicy, zbierałam je i odkładałam na trawę XD
3. Cięłam się.
4. Chcę być z każdym szczera, ale przychodzi mi to z trudem ...
5. Uwielbiam śpiewać w basenie haha
6. Niezręcznie się czuje jak ktoś śpiewa mi Sto Lat.
7. Uwielbiam motory *.*
8. Wyhodowałam dynię ale one są bleee
9. Często myślę co będzie po śmierci.
10. boję się gołębi >.<
Pytania od Natki: ( matko dziękuję za nominację <3)
 

1.Ile masz lat ? 
 W marcu 15 czujcie sie zaproszone :D
2.Od kiedy jesteś Directioner ?
od września 2013
3.Jak masz na imię ? 
Angelika a na drugie Maria
4. Twoje Hobby ?\
Pisanie, muzyka, czytanie i spanie :D
5. Należysz do jakieś innego fandomu ? 
 5sosfamily
Swifties
Selenator
6.Masz rodzeństwo ? 
Mam brata i miałam siostrę
 7. Czytasz mojego bloga ? xd
Tak ale nie komentuję :( PRZEPRASZAM

Moje pytania:
1. Jak masz na imię?
2. Dlaczego lubisz pisać?
3. Co cię do tego motywuje?
4. O czym marzysz?
5. Ulubiony owoc?
6. Co chciałabyś w sobie zmienić?
7. Masz przyjaciół?
8. Za co ich cenisz?
9. Chciałabyś stworzyć coś nowego?
10. Jakie są twoje wady, a jakie zalety?


Nominuje KAŻDEGO kto chcę napisać o sobie Tagi lub odpowiedzieć na moje pytania. Robię coś takiego ponieważ nie chce urażać autorów i autorek blogów które czytam wybierając tylko kilka. Mogę to również wykonać osoby których nie czytam i skomentować ten post swoim linkiem bo bardzo chciałabym przeczytać wasze odpowiedzi.
 DZIĘKUJĘ KAŻDEMU KTO MNIE NOMINOWAŁ <# Z CAŁEGO SERDUSZKA. NIEKTÓRZY MOŻE CZYTALI MOJE WYJAŚNIENIA NIEOBECNOŚCI NA JASNEJ STRONIE CIEMNOŚCI, ALE JEŚLI NIE TO PRZEDSTAWIĘ JE TEZ TUTAJ BO NA TO ZASŁUGUJECIE
OTÓŻ:
W TAMTYM TYGODNIU DOPIERO DOSTAŁAM WYPIS ZE SZPITALA I MUSIAŁAM WSZYSTKO NADRABIAĆ I WG. ZALICZANIE ZDAWANIE. WIĘC JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM, ALE ZDRADZĘ WAM ŻE PRACUJĘ NAD CZYMŚ NOWYM :d
SZCZEGÓŁY POZNACIE NIEBAWEM. (możecie też o nie pytać w zakładce)
KOLEJNY ROZDZIAŁ JEST W TRAKCIE PRZYGOTOWANIA I POJAWI SIĘ W ŚRODKU TYGODNIA LUB W WEEKEND
KOCHAM WAS MOCNIUTKO I MAM NADZIEJĘ, ŻE MI WYBACZYCIE <3
DO NASTĘPNEGO :*
(rozdziały będę już pojawiały się systematycznie)

niedziela, 28 grudnia 2014

Rozdział 6 część 1

Drrrr, Drrrr, Drrrr.

Czy nawet jako porwana muszę znosić to wredne urządzenie. Kto i po co je wymyślił? No ja się pytam. Z widoczną niechęcią wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę łazienki. Po wejściu do kabiny prysznicowej momentalnie poczułam jak ciepła woda otula moje ciało, gdy zakończyłam tą krótką acz przyjemną czynność wytarłam się staranie ręcznikiem, umyłam żeby, uczesałam włosy i założyłam nowy komplet ubrań, który znalazłam w walizce.
mój projekt.
Niepewnie otworzyłam drzwi i zaczęłam schodzić na dół. Kuchnia była opustoszała, więc bez żadnych obaw wstawiłam wodę na herbatę i zaczęłam robić tosty. Już skończyłam kiedy poczułam czyjeś ręce na tali i ostre zęby przy szyi. Moje ciało momentalnie zesztywniało i zaczęło się niekontrolowanie trząść.
- Dzień dobry ślicznotko. - Louis
- Dz..dzień dobry. - odpowiedziałam próbując przywrócić swój normalny głos. Zgrabnie wysunęłam się z jego objęć i położyłam dwa talerze na stole, po czym zajęłam wolne miejsce i zaczęłam jeść. Chłopak z dziwnym uśmiechem usiadł naprzeciw mnie i zaczął powtarzać moją czynność. Po niecałej godzinie talerze były puste a wszyscy byli gotowi do wyjścia. Pożegnałam się z dziewczynami i stanęłam pod ścianą z wzrokiem wbitym w podłogę. Widok drewnianych paneli przysłoniły mi dwa czarne buty należące do któregoś z wampirów. Bałam się podnieść głowę, więc nie zmieniałam jej pozycji. Moje ręce zostały rozłączone, a jedna z nich utkwiła w uścisku. Podążałam za resztą do samochodu. Czułam, że ten dzień nie będzie zaliczony do udanych. Moje serce biło tak szybko jak po maratonie, a dłonie zaczęły się pocić. Każdy co chwilę spoglądał w moją stronę, więc musieli to słyszeć czy tam czuć. Po ok. 20 minutach samochód stanął, a ja zostałam delikatnie popędzona w stronę wejścia. po przekroczeniu progu szkoły wszystkie dotychczasowe rozmowy ucichły. Wzrok wszystkich był wbity w naszą szóstkę. Każdy na naszej drodze natychmiastowo z niej schodził. Zayn doprowadził mnie do mojej szafki, na co podziękowałam mu delikatnym uśmiechem.
- Będzie dobrze. - stwierdził z uśmiechem dając mi buziaka w policzek. Jeszcze zanim weszłam do klasy poczułam za sobie spojrzenie Louisa.
Klasa wyglądała normalnie. Duże okna, ławki krzesła, tablica. W końcu coś normalnego - pomyślałam i z małym uśmiechem zajęłam miejsce w ostatniej ławce pod oknem.

***

Lekcje mijały zwyczajnie. Nauczyciele tacy jak wszędzie. Każdą lekcje spędzałam na tym samym miejscu, a na przerwach czytałam książkę w klasie. Bałam się z niej wyjść, ale nadeszła 30 minutowa przerwa na lunch. Nie miałam ochoty nic jeść nadal czując w sobie dwa tosty z dżemem. Poruszając się jak jakaś zjawa czy coś w tym stylu wyszłam na dwór. Nie wiedząc co dalej ze sobą zrobić skierowałam swoje kroki na boisko i zajęłam miejsce na trybunach. Na boisku trwał trening piłkarski i cheerleaderek. Kiedyś byłam jedną z nich, ale ta "sława" i respekt szkolny nudzą. Musisz uważać na każdym kroku, zawsze musisz być ta idealna. Nie powiem, że to nie fajne. Byłyśmy jak zgrana paczka - zawsze razem. Byłam tak bardzo zamyślona, że nawet nie zorientowałam się, że ktoś koło mnie usiadł.
- Hej. - powiedziała entuzjastycznie - Jestem Lucy.
- Meg. - odpowiedziałam stopniowo odwzajemniając jej humor. Po jej ubraniu mogłam wywnioskować, że należy do cheerleaderek. Jest naprawdę ładną dziewczyną o ciemnych włosach i oczach.
- Jesteś tu nowa prawda? - spytała na co bez słowa twierdząco kiwnęłam głową. Na boisku dostrzegłam Nialla i Louisa przez co stałam się bardziej niepewna.
- Chciałabyś dołączyć do drużyny? Mamy jedno wolne miejsce, a dyr. Hook mówiła, że trenowałaś gimnastykę w poprzedniej szkole.
- Wiesz.. na razie chciałabym się bardziej zaaklimatyzować, ale dziękuje. - naprawdę ta dziewczyna jest strasznie miła. Czy chcę wrócić do drużyny? Brakuje mi takiej więzi jak kiedyś, ale dawno nie trenowałam i czy to ta cisza i spokój jest wart stracenia tego? Musiałabym się nad tym poważnie zastanowić.
- Okey u jak zmienisz zdanie to szukaj mnie na boisku. - krzyknęła schodząc z trybun.

*DZWONEK*

Szybszym krokiem wróciłam na trzy ostatnie lekcje tego dnia.

***

Dokładnie o 15:10 zadzwonił dzwonek oznaczający koniec tej męczarni. Miałam już serdecznie dośc przedstawiania się na każdej lekcji. Nie wiedziałem czego mam się w tej chwili spodziewać. Szłam samotnie korytarzem i nie widziałam ŻADNEGO z moich oprawców. Byłam wolna? Cały dzień ich nie widziałam, (nie licząc przerwy) . Jakby słuch po nich zaginął. Tylko jest mały problem, a mianowicie Neli. Nawet jeślibym uciekła (jakimś cudem) to ona jest narażona na niebezpieczeństwo tak jak cała reszta.
Co ja mam zrobić?
Boje się kolejnej godziny mojego życia.
Boję się nich.
Ale za bardzo kocham Neli, żeby uciec.
Muszę ją bronić.
Nawet jeśli oznacza to zostanie w tym domu.
Nie myśląc dalej ruszyłam drogą powrotną do domu. Moje ślady na śniegu były rozmazane z powodu nieodrywania butów od warstwy puchu. Dotarłam do domu po ok. godzinie.
Cisza.
Nikogo nie ma.
Ściągnęłam kurtkę, buty i poszłam do kuchni. Wstawiłam sobie wodę na herbatę, a po zrobieniu jej udałam się na górę. Jestem ciekawa gdzie oni wszyscy są...
Z nudów zaczęłam robić lekcje. Musiałam wykonać zaległy rysunek i nadrobić kilka stron historii sztuki abstrakcyjnej. Okazało się, że nie mam tak wielkich zaległości. Po dwóch godzinach wszystko było gotowe.
Nadal ich nie ma...
Rzuciłam się na ogromne łóżko i otworzyłam rozpoczętą książkę na ostatniej stronie, kilka minut później usnęłam.

***

Obudziłam się z dziwnym uczuciem. Chciałam wstać, ale to było niemożliwe. Lewitowałam z 2 metry nad ziemią.

poniedziałek, 22 grudnia 2014

AAAAAAAAA!!

Nie uwierzycie co tutaj mam <3 zwiastun dla naszego opowiadania. Wykonała go Lusieeek :3 matko jak jej za to dziękuje z całego serca. Zwiastun strasznie mi się podoba, a wam? Rozdziały wracają od świąt. Przepraszam, że na tak długo zniknęłam, ale musiałam załatwić pewne szkolne i prywatne sprawy. Mam nadzieję, że o nie nie zapomniałyście?
A teraz nasz zwiastun:

Jednokierunkowych Świąt :*

poniedziałek, 24 listopada 2014

Rozdział 5

P.O.V Meggy

Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo tęskniłam za tym miastem. Za każdą ulicą, miejscem, domem, osobą. Znam to miejsce jak własną kieszeń i strasznie się cieszę, że tutaj wróciłam. Chociaż okoliczności tego powrotu mogłyby być lepsze.


Kocham Londyn zimą, a szczególnie śnieżną, co nie zawsze wychodzi pogodzie tak niesamowicie jak w tym roku. Spacerowałam z Perrie po zaśnieżonym parku w całkowitej ciszy, aż w końcu postanowiłam ją przerwać.
- Więc... Jak zostałaś wampirem?
- Po tym jak wyjechałaś zaczęłam kolegować się z Katherine, a ona zapoznała mnie z Zaynem. Zaczęliśmy się spotykać, aż w końcu dowiedziałam się, że jest wampirem. Zerwałam z nim, ale to nie pomogło. Jestem jedną z wybranych i kocham go. - powiedziała z uśmiechem na ustach
- Wybrana? Ja też nią jestem? - spytałam z strachem.
- Dowiesz się wszystkiego w swoim czasie. - stwierdziła z uśmiechem, ciągnąc mnie w głąb parku. Po kilku minutach zaczęliśmy mijać zakochane pary siedzące na ławkach.
- Meggy?!- zawołał głos za nami, więc obróciłam się w kierunku źródła głosu.
- David!- krzyknęłam z wielkie uśmiechem. David był moim przyjacielem, gdy jeszcze tutaj mieszkałam. Pochodzi z Polski, ale bardzo szybko zaklimatyzował się w naszym gimnazjum.
- Matko jak ja dawno cię nie widziałem. Wróciłaś tutaj na stałe? Gdzie mieszkasz? - kolejne pytania wypływała z jego ust, aż w końcu przestał, ponieważ musiał nabrać powietrza.
- Nie wiem na ile tutaj będę, a zamieszkałam u... - miałam zamiar odpowiedzieć na pytanie, ale nie wiedziałam jak.
- Mieszka u swojego kuzyna, a mojego chłopaka. - uratowała mnie Per. Kuzyna??? O.o
- Musimy się spotykać tak jak kiedyś. - powiedział widocznie szczęśliwy z naszej odpowiedzi. Rozmawialiśmy przez kilka kolejnych minut, ale David dość szybko się nudzi i w taki oto sposób zaczął bitwę na śnieżki. Trwało to całą drogę do domu, w którym obecnie mieszkam. Jestem cała mokra i jest mi strasznie zimno, a Louis będzie pewnie znowu zły i użyje na mnie swojej mocy. Jednak na razie nie myślałam o tym. Cieszyłam się odzyskaniem cząstki dawnego życia, ale dosłownie lało się ze mnie.
- Okej ja znikam, ale musimy to powtórzyć. - oznajmił rozpromieniony chłopak udając się w przeciwną stronę. Wchodząc do domu nie byłam już taka wesoła i pewna siebie. W salonie przywitało mnie spojrzenie 5 wampirów. Przełknęłam ślinę, której nadmiar zgromadził się w mojej jamie ustnej i opuściłam głowę. Ładny wzór podłogi... Perrie podeszła do Zayna i mocno go przytuliła. Dzięki za zostawianie mnie tutaj -,-.
- Gdzie byłaś? - spytał Louis
- W parku.
- Kim był ten chłopka?- kolejne pytanie z jego ust
- To był mój stary przyjaciel.- odpowiadałam coraz mniej pewniej.
- A wyjaśnisz nam do cholery dlaczego jesteś cała mokra i trzęsiesz się z zimna?! - wrzasnął chyba Liam. Dlaczego on tak mnie nie lubi?
- My rzucaliśmy się śnieżkami... - teraz moją odpowiedź można było zrównać z szeptem.
- Megg idź na górę. - powiedział blondyn...Niall? Bez żadnych uwag wykonałam jego polecenie i weszłam do pokoju w którym się obudziłam. Podeszłam do łóżka, ale nie zdążyłam na nim usiąść, ponieważ drzwi od pokoju się otworzyły a stanął w nich Louis. Bez słowa podszedł do szafy i wyciągnął z nich swoją bluzkę i moje dresy. Skąd one tam...?
- Podnieś ręce. - polecił, gdy stanął przede mną. Wiedziałam, że może coś mi zrobić, więc wolałam nie ryzykować. Podniosłam ręce, a on ściągnął ze mnie bluzę i założył swoją bluzkę, która sięgała mi za uda. Moje spodnie powędrowały do poziomu kostek, a ja z nich wyszłam i założyłam na siebie miękkie dresy.
- Chodźmy na dół.- chłopak już trzymał mnie za rękę, ale ja nie miałam ochoty stąd wychodzić. Została obdarzona zdziwionym spojrzeniem chłopka.
 - Możemy tutaj zostać jestem zmęczona? - spytałam nieśmiało, ku mojemu zdziwieniu chłopak szybko mnie podniósł i zszedł ze mną w wampirzym tempie na dół. Siedziałam na jego kolanach, a reszta siedziała na dwóch fotelach i jednej wielkiej kanapie.
- Od jutra pójdziesz do szkoły. - zaczął Zayn. - będziesz chodziła na profil artystyczno-muzyczny jak do tej pory. Dyrektorka jest wampirem, więc nie licz na jej pomoc. Jesteś moją kuzynką  i przeprowadziłaś się tutaj z powrotem ze względu na lepsze warunki rozwoju. Jasne? - spytał na koniec swojej przemowy, a ja tylko kiwnęłam głową.
- No dobra lepiej żebyś załapała. Chodzisz do pierwszej klasy, ja jestem na tym samym kierunku drugiego roku, a Niall, Harry, Liam i Louis na sportowym. Dziewczyny chodzą do innej szkoły. - Ciekawe dlaczego? Pomyślałam, ale już nie chciałam się o to pytać. Chłopacy włączyli jakiś film, ale ja nie miałam na to ochoty. Bez słowa poszłam na górę i położyłam się na łóżku. Jednak jeszcze zanim usnęłam poczułam jak materac się ugina, a czyjeś usta składają delikatny pocałunek na mojej skroni.
- Przepraszam za dzisiaj ślicznotko, śpij dobrze. - szepnął miękki głos do mojego ucha, a ta sama osoba, która wykonała te czynności wsunęła swoją rękę na moją talię i mocno mnie przytuliła. Całkiem tak jakby się bała, że mogę uciec...
~~*~~
Ok jest niezbyt ciekawie i jestem tego świadoma. Przepraszam was, ale mam chwilową zacinkę i cierpię na brak czasu. :/ No i obecnie jestem inwalidą...zwichnięta ręka :( Postaram się poprawić i ogarnąć do naxta. <3

Jak wam się czyta w nowym kolorze?
Kocham was miśki :* i dziękuje za komentarze :* one strasznie mnie motywują
Mogę liczyć na 10 kom?

środa, 5 listopada 2014

Rozdział 4

P.O.V Meggy

Kiedy się obudziłam Louisa obok mnie nie było. Podniosłam się i rozejrzałam po pokoju. Po prawej stronie znajdowały się jak zgaduję drzwi do łazienki. Bez zastanowienia wstałam i weszłam do sąsiedniego pomieszczenia. Cały dom (znaczy to co widziałam) było urządzone w tym samym stylu - nowoczesne wykonanie z drewnianymi detalami, w tym wypadku były to rama lustra i półki z szafkami. Ściągnęłam z siebie ubrania i stanęłam pod prysznicem, z którego tryskała wcześniej włączona przeze mnie woda.

P.O.V Louis

Gdy się obudziłem Meg jeszcze spała. Starając się jej nie obudzić wstałem, ubrałem się i zszedłem na dół do jadalni, gdzie już wszyscy byli.
- Wstał nasz panicz. Nie za późno jak na ciebie? Chyba Maggy musi być wygodna - zaśmiał się Zayn, po czym od razu dostał w ramie od Perry.
- Wiesz, że tak, a co zazdrościsz? - spytałem ze śmiechem wyczuwalnym w moim głosie jednocześnie wsypując płatki do dwóch misek.
- Po co to robisz? Ona i tak tu nie zejdzie. - stwierdził Liam zdziwiony moim zachowaniem.
- Uważaj, bo możesz się zdziwić. - powiedział sarkastyczny głos dobiegający zza futryny drzwi. Wszyscy w jednym momencie odwrócili się w stronę blondynki stojącej w drzwiach.
- Maggy już wstałaś? - spytałem z udawanym zdziwieniem, próbując przerwać niezręczną ciszę, która zapadła w pomieszczeniu, ale moje słowa chyba nie docierały do dziewczyny wpatrzonej w osobę siedzącą obok mulata.
- P-Perry? - jej głos drżał jakby zaraz miał rozpaść się na miliony kawałeczków.
- Maggy. - szepnęła dziewczyna ze łzami w oczach. Wampirzym tempem podbiegła do dziewczyny i mocno ją przytuliła

P.O.V Meggy

Po skończonym prysznicu nie wiedziałam co mam zrobić, więc postanowiłam znaleźć Zayna lub Louis, zeszłam po schodach na dół skąd dobiegały roześmiane głosy.
- Po co to robisz? Ona i tak tu nie zejdzie. - stwierdził chyba Liam? Wiedziałam o kim mówi i nie mając ochoty na bycie zastraszaną i poniewieraną stanęłam w drzwiach, z fałszywym uśmiechem na twarzy.
- Uważaj, bo możesz się zdziwić. - sarkazm to co kocham. Nikt mnie tego nie oduczy. Równo z wypowiedzeniem tych słów doznałam szoku. Perry moja Perry. Pośród nich?! Nie docierały  do mnie słowa bruneta, stałam jak słup i nie mogłam pojąć o co tutaj chodzi. Zanim się zorientowałam stałam już w uścisku blondynki. Matko jak ja za nią tęskniłam. Moja Perry. Ta sama, która chodziła ze mną do gimnazjum, ta sama która pomogła zdobyć mi pierwszego chłopaka, ta sama która pomagała mi wymykać się z domu. Niby ta sama, ale jednak inna. Jest wampirem.
- Ale..jak? Kiedy? - spytałam lekko odsuwając się od dziewczyny
- Wszystko ci wyjaśnię, ale teraz musimy już jechać. Prawda Zayn? - dziewczyna powiedziała wymijająco, po czym zwróciła się do chłopaka, na co on przytaknął. Wszyscy jak na zawołanie wyszli z pomieszczenia.
- Gdzie jedziemy? - spytałam stając w salonie.
- Do Londynu. - odpowiedział mi spokojnie Louis.
- Kurwa, że co?! - wrzasnęłam na cały dom, zwracając na siebie uwagę.
- Nie zapomnij z kim tutaj jesteś i kim jesteś! - syknął tuż przy mojej twarzy.
- Dlaczego? Zabrałeś mi Neli, najbliższych, normalność... Jeszcze ci mało? - spytałam po raz kolejny, nie mogąc już powstrzymać łez. Chłopak zostawiając mnie bez odpowiedzi wściekle złapał mój nadgarstek, zaciągnął mnie do samochodu i wsiadł do niego po mnie zamykając drzwi z hukiem. Za kierownicą siedział Niall, a obok jego dziewczyna? Natomiast ja z Louisem siedziałam z tyłu. Chłopak? Dobra nie mam pojęcia jak go nazwać. Wampir przyciągnął mnie do siebie, jednocześnie zmuszając bym położyła się na jego klatce piersiowej. Nie mając siły na to, by się uwolnić. Po prostu zamknęłam oczy i zasnęłam.

P.O.V Louis

Po trzech godzinach jazdy samochody zaparkowały przed willą. Nie zważając na walizki, bo wiem, że chłopacy się tym zajmą, wziąłem dziewczynę na ręce i zaniosłem ją do jej nowego pokoju.

Po czym zszedłem na dół wymyślić z chłopakami co dalej zrobić z tą dziewczyną...

~KILKA GODZIN PÓŹNIEJ~

Jest już po obiedzie, a ta mała nadal śpi. Szkoda, że muszę ją obudzić, bo tak słodko spała... Po cichu wszedłem do jej sypialni. Myślałem, że zaraz  ją zamorduję. Kurwa ona jutra nie dożyje...

P.O.V Maggy

Obudziłam się w nowym miejscu. Dobra, muszę przyznać, że ten pokój jest ładny. Było mi strasznie gorąco, więc otworzyłam okno, jednak niewiele mi to pomogło. Nie wiem dlaczego, ale nadal było mi strasznie duszno. Pomimo, że zaczął się grudzień, było dziś dość ciepło. Nie myśląc nad tym dłużej zeszłam niezauważenie po schodach i wyszłam na dwór. Usiadłam na jednym ze stopni patio i po prostu głęboko oddychała. Często miałam takie "ataki". Lekarz mówił, że są one pozostałością po astmie i dodatkowo wspomagają je ataki paniki. Siedziałam tak już dobre 10 minut i zaczęłam marznąć. Dobry moment, by wrócić. - pomyślałam i już miałam wstawać, kiedy znowu poczułam ten straszny ból. Louis.
- Kazał ci toś wyjść?! - krzyknął za mną. Nie widziałam go, ponieważ chwilowo prawie leżałam na ziemi, ledwo mogąc oddychać.
- L..ouis..pro..szę..prze..przestań. T..to..bo..bo..li. -wyszeptałam resztą siły. Po chwili słyszałam jak ktoś krzyczy, a ból stopniowo minął.
- Wszystko dobrze? - spytała spanikowana Perry, klęcząc nade mną.
- Tak. -powiedziałam biorąc kolejny głęboki oddech.
- Chodź mam pomysł. Pójdziemy się przejść. - powiedziała uradowana dziewczyna, uśmiechając się szeroko, co delikatnie odwzajemniłam. Znów jestem w Londynie. Moim mieście. W mieście, w którym wszystko się zaczęło, ale czy też tutaj się skończy?

~*~
Znowu chora, a tu konkurs recytatorski, piosenki angielskiej, 2 koncerty i występ. No ładnia a ja ledwo mówię -,-. No nic, ale wy macie rozdział :D
Przepraszam za tą przerwę, ale miałam małe zaległości po ostatniej chorobie :/
No nic co myślicie?
Dziękuje za poprzednie komentarze <3 myślałam, że się popłaczę :*